środa

"Unfaithful" cz.1

Piękna pogoda dziś była. Postanowiłam odkurzyc i zatankować swego wiernego rumaka. Wiele nim przemierzyłam. Bylam niedaleko miejscowosi którą kiedyś odwiedzalam bardzo czesto. Aż dziwne że kiedyś chciało mi się pokonywac 100km tylko po to by spotkać się na parę godzin. Wszystko brzmi fajnie nie? Dopóki Wam nie powiem ze to byla jesien/zima. Przełom października i listopada. Powiało chłodem nie? Ale byłam głupia. :-)
Możę zacznę od początku... Kiedyś, dawno temu za górami za lasami żyła sobie piękna osóbka. Szkoda tylko że serce miała zatrute.
Otóż to przypadkowa internetowa znajomość, a moze nie taka przypadkowa? Wkońcu jakieś pokrewieństwo tam było ale nigdy nikt nam o sobie nie powiedział.
Zaczepiłam, poznałam i tak to się toczyło.
Skype wieczorami, wspólne odrabianie zadań, długie nocne rozmowy. Tak mijały tygodnie. Wtem kontak się urywa i co? Pisze, dzwonie-NIC-kompletnie nic. Poczułam sie dziwnie. Tęskniłam. Postanowiłam namówić rodziców na odwiedzenie krewnych aby w ten sposob sprawdzic co sie dzieje. Całe szczescie wszystko było ok. Nie spodziewałam się takiego ciepłego przywitania. Nigdy nie zapomne tego wzroku u progu drzwi. Zielonego, delikatnego, zalotnego, wpatrzonego we mnie wzroku. Obie strony były mile zaskoczone.
Pamiętam pierwszy spacer i uciekanie przed bandą dzieciaków z sąsiedztwa. Dzieciaków które były szczerbate bo dopiero im jedynki wyrastały. Wciskanie im kitu że nazywam się Hilmenegilda z bagien. Haha, dobre.
Nagrywanie filmików podczas gdy udaje kaczora Donalda. Ten śmiech-slyszę go do teraz, był bardzo specyficzny i ten wzrok wpatrzony we mnie. Nigdy nie sądziłam, że zawiodę się na tych oczach...
Kontak się odbudował. Wszystko toczyło się dalej. Mijały miesiące aż do wakacji...
cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz