Było późne wrześniowe popołudnie. Plażą szła zamyślona Dziewczyna.
Wpatrzona w piasek bosymi stopami wyczuwała jego ciepło. Na niebie nie było ani jednej chmury.
Krzyczały mewy. Morze uspokajało się pomału. Malutkie fale pracowicie napływały na plażę mocząc i tak mokry piasek na brzegu, omywając kamyki i muszelki. Gdzieniegdzie poniewierały się przyniesione przez wodę kawałki drewna. Dziewczyna schyliła się po ogromne białe pióra zgubione przez albatrosa.
Podniosła je i idąc rozmyślała o swoim życiu. Tak naprawdę, do tej pory przynajmniej, nie lubiła morza, drażnił ja nieustająco wiejący wiatr. Plaża i piasek, same nudy. A teraz szła brzegiem morza i rozmyślała o wszystkich snach, jakie dane jej było prześnić tego lata. Mieszały się z rzeczywistością.
Przepływały falami ciepłych wspomnień. Przypomnienie niektórych zachmurzało twarz Dziewczyny.
Nie raz budziła się z krzykiem, mokra od potu, zdyszana. Budził ja ból przed chwilą ugryzionej przez psa dłoni. Oglądała ją zdziwiona brakiem śladów ugryzienia. Nigdy nie zapomni przerażenia wywołanego czarną masą mrówek, które oblazły ją całą. Z wrzaskiem strzepywała z siebie i prześcieradła niewidoczne owady.
Pamiętała rannego jelenia z nad jeziora i wściekłe stado wilków goniące ją długim korytarzem.
Osła, który tak bardzo opierał się ciągnącym go ludziom, lot w studni i Miasto zmiecione z powierzchni ziemi błyskiem dwóch czerwonych słońc. Pełnych pożądania mężczyzn. I Las.
Znalazła w nim kiedyś martwego aksamitnego kreta. Razem z nim umarły jej wszystkie marzenia o znalezieniu szczęścia. Przeszłość zmieszała się teraźniejszością a Boga nie było.
Daleko na horyzoncie widać było statek. Dziewczyna szła przed siebie nie zdając sobie sprawy z tego gdzie jest. Morze pachniało solą. Nie wiedziała, że jest sama. Nie wiedziała, że jest na wyspie. Morze było snem. Jej życie do niedawna było snem. Dziś przekroczyła granicę piasku i wody. Uświadomiła sobie, po raz pierwszy w życiu, że już nie musi być sama, nie musi śnić. Zachodzące słońce łagodnym ciepłem głaskało głowę Dziewczyny. Na ramieniu poczuła czyjąś dłoń, czule i delikatnie przypominającą Rzeczywistość. Podniosła głowę. Westchnęła z ulgą. Obok niej plażą szła Czarnowłosa, Śliczna i Mądra; najszczęśliwsza istota na Ziemi. Morze, zimne, mokre i słone objęło swymi ramionami Dziewczynę jeszcze nie do końca pewną tego, że to właśnie ona potrafi uszczęśliwiać. Mokra, bawiąc się jak dziecko, nurkowała, zadowolona z nowego życia. Zmyła z siebie wszystkie sny. Oddała je Morzu na przechowanie, na zawsze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz